Modestep na Przystanku Woodstock

Ta muzyka zagrana na żywo z perkusją i gitarami powoduje prawdziwe trzęsienie ziemi! Spodziewamy się, że koncert Modestep będzie jednym z najbardziej energetycznych na najbliższym Przystanku Woodstock. 

Skoro pierwszy sukces na listach przebojów, który był udziałem Modestep w roku 2011, był tak błyskotliwy i niespodziewany, a – jak sami mówili – materiał nagrywali wtedy „trochę dla jaj”, to czy wyobrażacie sobie, dokąd dotrą teraz, gdy stworzyli album, który sami uwielbiają? Jak tłumaczą bracia Josh i Tony Friend, „London Road” to trafienie w punkt, to idealne oddanie charakteru ich czteroosobowej grupy i pełen pasji hołd złożony ich rodzinnemu miastu.

„W tej muzyce odnaleźliśmy się dzięki wizytom w londyńskich klubach”, tłumaczy Josh. „Mieliśmy sporo szczęścia, że mogliśmy tam bywać. Teraz ta muzyka rozniosła się na cały świat, ale ona pochodzi właśnie stąd. To Brytyjczycy stworzyli tę aurę dzięki tym ciemnym, nastrojowym dzielnicom Londynu. Chcemy to promować, chcemy pokazać te korzenie”.

„Londyn to tygiel stylów”, dodaje Tony. “Coraz więcej występujących, nawet purystów, porzuca ograniczenia gatunków. Gatunki spotykają się gdzieś pomiędzy – garage, drum & bass, ale także rock i punk. Wielu miłośników mocniejszych stylów muzyki elektronicznej przyszło ze świata metalu…”

Dużym atutem Modestepu są dwaj nowi członkowie – gitarzysta Kyle Deek i perkusista Pat Lundy – którzy stanowią idealne dopełnienie i wnoszą wiele do nagranego w czasie jednego roku w pustym domu na farmie album „London Road”. „Zamiast studia wynajęliśmy dom na końcu świata”, żartuje Josh, „kierując się tym, że będziemy mogli robić tyle hałasu, na ile tylko będziemy mieli ochotę.

Fani Modestep z przyjemnością przeczytają, że album wręcz eksploduje tym hasałem, odważnie ucierając industrialny dubstep z riffami à la Rage Against The Machine. „London Road” zawiera także spis osób, które pomogły w stworzeniu albumu, wybranych nie w celu uzyskania efektu komercyjnego, lecz dlatego, że faktycznie stanowią awangardę dźwięków, które Modstep kocha.

Otwierający płytę kawałek „Damien” rzuca iście teatralne wyzwanie. Stary, posługujący się gwarą cockney podstarzały aktor Alan Ford (znany także ze swojej roli Brick Topa z „Przekrętu” Guya Ritchie’ego) wykrzykuje w złości kilka niecenzuralnych słów. Ten produkowany z pomocą słynącego ze swojej maski DJ-a basowego Funtcase’a utwór stanowi hołd dla spuścizny dubstepu – sample z Forda użyty był bowiem już w 2009 w klasycznym kawałku Rosco „Cockney Thug”.

W dalszej części albumu tempo zwalnia tylko sporadycznie. Rosyjsko-ukraińska ekipa Teddy Killerz pojawia się w naznaczonym bluess-rockiem kawałku „Make You Mine”, który stanowił już drugą okazję do współpracy z Modestep po wydanym w 2013 kawałku „Inside My Head” z gościnnym udziałem Ghetts. Zespoły złapały kontakt podczas wycieczki do Rosji. „Nie znają ani słowa po angielsku, ale świetnie posługują się językiem ‘wódka’”, wzdycha Josh. „Kazali nam pić szklaneczkę po szklaneczce, aż obaj siedzieliśmy w kącie, popłakując”. Kolejny utwór, dancehallowo-drum&basowa interpretacja „Circles” ragga-metalowcy Skindredu naciskają gaz do dechy. „Wiele razy widzieliśmy ich na festiwalach”, dodaje Tony. „Ich występy na żywo zawsze zwalają z nóg, są jak wysokonergetyczna hybryda. Kawałek, który z nimi nagraliśmy, jest sza-leń-czy.

Holenderskie elektro-hip-hopowe The Partysquad pojawia się na wpadającym w ucho, reggae’owym kawałku „Tęcza”, który Modestep nagrał w hołdzie amerykańskiej muzyce imprezowej, jednocześnie zanurzając się w nastroju Londynu. To jeden z tych kawałków, który może wprawić tłum w zaraźliwy, taneczny szał.  Tempo zmienia się – choć siła pozostaje tak samo wielka – przy utworach „On Our Own” i „Sing”, muzycznych przygodach, przy pracy nad którymi bracia pracowali z wieloletnimi herosami muzyki i legendami undergroundowego dubstepu takimi jak Culprate i Trolley Snatcha. Oba kawałki nawiązują do korzeni gatunku. “London Road” kończy się agresywną przymiarką do grime’u, powstałą przy współpracy z producentem Rude Kidem i gronem muzyków takich Big Narstie, Discarda, Dialect, Flowdan, Frisco i LayZ. „To dopiero była zwariowana sesja nagraniowa”, wspomina Josh. “Wszyscy ci ludzie w jednym pomieszczeniu, a sama osobowość Big Narstie’ego liczy się tak 30 innych osób. Dla osób nieśmiałych nie było tam wtedy miejsca!”

To jest album, który Modestep zawsze chciał stworzyć. Sukces „Evolution Theory” był dla nich niespodzianką. Są z niego bardzo dumni, bo choć był nagrywany szybko i pod presją czasu.